STOP oszustom

Drogi Czytelniku,
we czwartek 22 czerwca 2017 r. wybrałem się na zaproszenie redaktora Dariusza Maciejewskiego do Czytelni Naukowej nr IV Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy. Kolega Redaktor prowadził tam spotkanie autorskie z Bożeną Kultys z Bytomia nt. jej książki STOP oszustom.

Ta książka jest niezwykle społecznie potrzebna. Autorka ma duże doświadczenie w pomaganiu ludziom, którzy zostali oszukani. Niestety, w wielu wypadkach oszuści są tak przebiegli lub oszukane osoby za późno zgłaszają się o pomoc, że niewiele już można zrobić, aby sprawę odkręcić.

A możemy być oszukani właściwie na każdym kroku: w Internecie, podczas rozmowy telefonicznej czy w spotkaniu oko w oko z oszustem. Dla oszusta każde miejsce jest dobre, a ofiara starannie dobrana. Często sama – przez chciwość, naiwność bądź niewiedzę – pcha się w jego łapy. Pani Bożena przytaczała przykłady, gdy niewinna prośba o sms skutkowała kosztami kilkuset złotych.

Wiele innych przykładów znajdziesz w polecanej przeze mnie książce Bożeny Kultys. Na dodatek autorka prowadzi bardzo wartościowy portal www.stop-oszustom.pl. W nim na bieżąco znajdziesz przestrogi, gdzie mogą Cię oszukać np. na Facebooku (sic!) lub podstawiając Ci prawie identycznie wyglądającą fakturę do zapłacenia. Jeśli nie wykażesz czujności, nawet kiepski oszukaniec oskubie Cię bezlitośnie.

Cóż można w tej sytuacji poradzić? Jeśli chcesz żyć bezpiecznie, koniecznie zapoznaj się z przestrogami Autorki. Mam również nadzieję, że stosowne służby państwowe też zaczną lepiej pełnić swoją rolę, aby uniknąć oszustw na wielką skalę typu Amber Gold, SKOK itp.

PS
Pani Bożena kończy właśnie studia pedagogiczne. Jestem przekonany, że zacięcie dydaktyczne pozwoli jej dotrzeć do rzeszy potencjalnych ofiar oszustw zanim znajdą się w łapach naciągaczy i kanciarzy.

Pozdrawiam ku przestrodze,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Pierwszy webinar

Drogi Czytelniku,
jutro 1 czerwca 2017 r. o godzinie 21:00 odbędzie się mój pierwszy webinar. Nosi on tytuł „Prawdopodobnie najlepszy sposób na dalszy rozwój osobisty po lekturze książki Przywilej wyboru„. To kolejny krok w nabieraniu przeze mnie nowych umiejętności. Możesz się zarejestrować na webinar za pomocą tego linku. Dla pewności bądź parę minut przed 21:00.

W zasadzie ten webinar jest przeznaczony dla czytelników mojej książki. Niemniej jednak jeśli interesujesz się zagadnieniami rozwoju osobistego, z pewnością skorzystasz z podanych informacji. Do usłyszenia jutro!

PS
Jeśli chcesz zrobić szybkie postępy w praktycznych zastosowaniach narzędzi internetowych, możesz skorzystać ze świetnego szkolenia Mirosława Skwarka.

Pozdrawiam słyszalnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Motywacja według Helmuta

Drogi Czytelniku,
minęły trzy dni od czwartkowego (27.04.2017 r.) konwersatorium TQM prof. Andrzeja Blikle w nowej siedzibie, tj. Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. No cóż, nowa dyrekcja Ośrodka Rozwoju Edukacji uznała, że obecność Profesora w tym miejscu jest niewskazana i po 20 latach spotkań w budynku w Alejach Ujazdowskich 28 kazała mu się wynieść.

Biorąc pod uwagę, że dyrektor ORE dr Barbara Rudzińska-Mękal pracowała ostatnio jako prezes zarządu w Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Piasecznie Sp. z o. o., można uznać, że wpuściła się w kanał. W moim sposobie widzenia świata uważam, że trzeba być skończonym idiotą, aby z instytucji zajmującej się edukacją pozbywać się takiego źródła wiedzy jakim są konwersatoria TQM.

Na czwartkowym konwersatorium gościem prof. Andrzeja Blikle był Helmut V. Gläser, niezależny konsultant, międzynarodowy trener biznesu władający kilkoma językami, ekonomista i interim manager. Świetny gość, znakomicie posługujący się językiem polskim.

Główna teza jego czterogodzinnego warsztatu/wykładu sprowadzała się do słów: Motywowanie zabija motywację. Ciekawe, nie? Przecież za to rozliczają menedżerów, żeby motywowali. Dają im nawet do tego narzędzia w postaci funduszu premiowego i firmowych bonusów (telefon, samochód, opieka medyczna, spa itp.), czyli regulamin nagród i kar – innymi słowy: kij i marchewkę.

Szkopuł w tym, że rezultaty są odwrotne od zamierzonych. O czym wielokrotnie słyszeliśmy na innych wykładach podczas konwersatoriów TQM.

Co zatem motywuje? Poczucie sukcesu!!! A gdzie on się zaczyna? Gdy nasza praca ma sens. To jest pierwszy i najważniejszy czynnik, żeby można było mówić o motywacji. Co prawda zdaniem pana Helmuta o długotrwałym zaangażowaniu ludzi w to, co robią w firmie, decyduje jeszcze 10 innych elementów (m.in wartości, odpowiedzialność, środowisko zatrudnienia), lecz bez poczucia sensu pracy nic nie da się osiągnąć. Jeśli źle się czujesz w firmie, wiesz już dlaczego.

PS
Helmut V. Gläser dał wiele cennych wskazówek. Radził, aby nigdy nie żądać podwyżki, bo to z góry przegrana sprawa. Taka prośba działa na szefa jak czerwona płachta na byka. Zamiast o podwyżce rozmawiaj o dopasowaniu wynagrodzenia do wydajności w pracy i zakresu obowiązków. Wtedy masz duże szanse na sukces finansowy. Czego Ci życzę.

Pozdrawiam motywująco,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl
Facebook

Etui

Drogi Czytelniku,
miałem kilka tygodni temu przykre zdarzenie. Złodziej ukradł mi dokumenty. Jedyna pociecha to taka, że się naciął na współczesne zdobycze techniki i nagrał go monitoring. Stąd wiem, że była to kradzież, a nie zguba. Na dodatek zdarzenie miało miejsce w budynku starosty, więc z urzędu Policja musiała wdrożyć śledztwo.

Moim prywatnym zgłoszeniem chłopaki w niebieskich mundurach nie bardzo chcieli się zająć. Tłumaczyli mi, że i tak złodzieja nie znajdą. Jest zatem mała nadzieja, że sprawiedliwości stanie się zadość, bo śledztwo jednak ruszyło, tzn. ja musiałem zgłosić się na komendę powiatową policji. Z drugiej strony, od tego czasu cisza, więc szanse na wykrycie sprawcy są – jak sądzę – coraz mniejsze.

Dalszą niedogodnością okazało się to, że ponoć na skutek „dobrej zmiany” teraz na dowód rejestracyjny i prawo jazdy nie dają przezroczystego etui, jak kiedyś. (Tak przy okazji, czy wiesz, że wymawiając słowo ETUI powinniśmy akcentować ostatnią literę, czyli „i”. Wszak to francuskie słowo!) Musiałem więc w coś takiego zaopatrzyć się we własnym zakresie. Na Allegro zamówiłem interesujący mnie futeralik taki jak poniżej.

Mijały kolejne dni i cisza. Przesyłka nie nadchodzi. Zadzwoniłem do firmy, czy etui wysłali. Okazało się, że tak. Szkopuł był w tym, że ze względu na wartość przesyłki wynoszącej tylko kilka złotych, wybrałem jako sposób dostawy list ekonomiczny. Nie było zatem możliwości śledzenia jego trasy.

Możesz się dziwić, dlaczego piszę Ci o tak banalnej sprawie. A bo to pierwsza zagubiona przez pocztę przesyłka? Nie, lecz nauka z tej historii jest zupełnie inna. I tu się zaczyna najciekawszy wątek.

Wyobraź sobie, że gdy przesyłka wciąż nie nadchodziła, kilka razy zadzwonił do mnie właściciel firmy Biblios z Lublina. Pan Sławomir Kalinkiewicz był tak zażenowany sprawą, że po dwóch tygodniach od wysyłki chciał już nadać na swój koszt (sic!) drugie etui – tym razem listem poleconym. Rzadko się spotyka ludzi, którym tak zależy na kliencie.

Jeśli będziesz potrzebować jakiś wyrób z galanterii skórzanej lub tworzywowej, z pełnym przekonaniem mogę Ci polecić zakupy w firmie Biblios. Warto wspierać takich przedsiębiorców.

PS
Dzisiaj po południu wreszcie list z etui doszedł. Mogłem odwołać u pana Sławomira nadanie drugiego listu. Niemniej uważam, że poczta się nie popisała.

Pozdrawiam radośnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Hygge

Drogi Czytelniku,
czy wyobrażasz sobie, że jeszcze dwa tygodnie temu nie znałem słowa użytego w tytule dzisiejszego wpisu? Pojawiło się ono w naszym klubie Toastmasters Leaders podczas mowy Pauliny Borkowskiej pt. Czy szczęścia można się nauczyć?

Od Pauliny dowiedzieliśmy się, że hygge to duńskie słowo, a właściwie norweskie. Oznacza ono dobrostan – dobre samopoczucie. Znane już było kilkaset lat wcześniej, gdy Norwegia do początków XIX w. stanowiła część królestwa Danii. Wymawia się je w sposób mocno skomplikowany. Brzmienie może przybrać takie formy jak hugge, hyga, hhyoogh czy heurgh. Wszystkie są poprawne. Bo hygge to stan ducha, a nie czcze gadanie.

Duńczycy uznają się za jednych z najszczęśliwszych ludzi na świecie. W Europie bezkonkurencyjnie wiodą pod tym względem prym. Pod Kopenhagą mają nawet swój Instytut Badań nad Szczęściem. Powstał w 2013 r., aby badać jakość życia Duńczyków i ich poczucie szczęścia.

Oj przydałoby się coś takiego w Polsce. U nas jednak górują negatywne uczucia. Co chwila fala hejtu wylewa się z Internetu niczym fale z oceanu pomyj na brzeg. Nie umiemy cieszyć się chwilą tu i teraz. Odczuwamy szczęście tylko wtedy, gdy komuś bezkarnie dokopiemy.

Jak tu nie zazdrościć Duńczykom, że postępują inaczej. Pielęgnują stan hygge, dążąc codziennie do swojego szczęścia. Owszem, żyją w kraju, gdzie nie ma panów, których inni mają słuchać i im służyć. Ich władza państwowa istnieje po to, aby społeczeństwu dawać poczucie bezpieczeństwa.

To jest główny powód, że Duńczycy mają jeden z najwyższych poziomów kapitału społecznego, a Polacy najniższy. Jesteśmy jako poszczególni obywatele bardzo nieufni wobec innych ludzi. Cóż, w ten sposób nie zbudujemy emocjonalnego dobrostanu.

Co możemy w tej sytuacji zrobić? Po pierwsze, zacząć od maksymy: Nie ma złych ludzi, są tylko źle wyedukowani. Przynajmniej pod względem odczuwania szczęśliwości i poczucia własnej wartości. Po drugie, wierzę, że poczucia szczęścia można się nauczyć. Może nie będzie to od razu pełne hygge, lecz niech na początek na Twojej twarzy zagości uśmiech.

Pozdrawiam refleksyjnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Mit zmiany nawyku

Drogi Czytelniku,
skoro interesujesz się sprawami rozwoju osobistego, zapewne słyszałeś na wielu szkoleniach, że wystarczy tylko dwadzieścia jeden dni, aby zmienić dowolny – w domyśle zły – nawyk. Zawsze mnie interesowało, dlaczego mnie przychodzi tak trudno zmienić przyzwyczajenia. Zamiast wskazanych trzech tygodni u mnie ten czas wynosił raczej trzy miesiące. Czy Ty też tak masz?

Jeśli tak, to wszystko jest prawidłowo. Mit zmiany nawyku w trzy tygodnie pojawił się w latach sześćdziesiątych XX wieku. Wszystko stało się za przyczyną dr. Maxwella Maltza, amerykańskiego chirurga kosmetycznego. W wydanej w 1960 r. książce Psycho-Cybernetics (polskie wydanie nastąpiło dopiero w 2003 r. przez Studio EMKA: Nowa psychocybernetyka, czyli jak być panem samego siebie) podał on, że u ludzi po amputacjach potrzeba przeciętnie dwadzieścia jeden dni, aby przyzwyczaili się do braku odciętej kończyny.

Stąd wzięła się sugestia, że wystarczą tylko trzy tygodnie, aby zmienić jakieś ważne życiowe przyzwyczajenie. Przy czym godzono się z wynikami obserwacji, że  zmiana silnie zakorzenionego nawyku mogła trwać dłużej. Jednak to liczba 21 dni na zmianę nawyku poszła w świat. Współczesne badania przeczą temu twierdzeniu.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Absolutnie w ten sposób nie chcę zdyskredytować dr. Maxwella Maltza. Przeciwnie, on ma ogromne zasługi dla współczesnej psychologii. Tacy eksperci w dziedzinie rozwoju osobistego jak Zig Ziglar czy Brian Tracy bazują na jego koncepcjach dotyczących wizualizacji i pozytywnego tworzenia obrazu samego siebie.

No dobrze, skoro koncepcja dwudziestu jeden dni na zmianę nawyku jest nieprawdziwa, to jak to wygląda naprawdę. Badania prowadzone od 2009 r. na londyńskim University College dają nam odpowiedź. Wyrobienie nowego nawyku trwa od 18 do 254 dni. Średnia ważona wynosi 66 dni. I tyle przeciętnie potrzeba na nauczenie się rutynowego wykonywania zadań umiarkowanie trudnych.

Jeśli więc w ciągu roku udaje Ci się zmienić tylko kilka nawyków: 3, 4, czy 5, to masz świetny rezultat. Działasz całkowicie w zgodzie z możliwościami ludzkiego mózgu. Przestań zadręczać się mitem 21 dni!

Dziś pozdrawiam dociekliwie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Ingerencja

Drogi Czytelniku,
za chwilę złożymy sobie życzenia noworoczne i z nadzieją rozpoczniemy Nowy Rok 2017. Co on nam przyniesie? Oczywiście tego nie wiemy. Uważam jednak, że w nim możemy zwiększyć prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu, jeśli dokonamy pewnych korekt w naszym dotychczasowym trybie życia lub wprowadzimy do niego nowe elementy.

Tak, tak, wiem, że wyśmiewasz postanowienia noworoczne, bo nic z nich nigdy nie udało Ci się dotrzymać. Czy to oznacza, że nie warto kolejny raz spróbować, tyle że z większym doświadczeniem i determinacją?

Zdaję sobie sprawę, że każda propozycja zmiany budzi niepokój, podświadomy lęk, obawy, czy się nie ośmieszymy, i tym podobne obiekcje. A co, jeśli nie masz wyjścia i musisz zmierzyć się z wyzwaniem przerastającym Twoje dotychczasowe wyobrażenia o własnych możliwościach?

Dla mnie obszarem, gdzie ponoszę wiele klęsk jest informatyka i sprzęt komputerowy. W tym zakresie nie mam smykałki. Nie rozumiem, jak to wszystko działa i czemu zawsze źle działające programy lub urządzenia przytrafiają się właśnie mi.

laptop-1 A mimo to stawiłem czoła swojemu laptopowi Pavilion DV8000, gdy nagle zaszła taka potrzeba, bo rzężenie wentylatora uniemożliwiło mi pracę. Temperatura rdzenia procesora zaczęła gwałtownie rosnąć.

laptop-2Było dla mnie oczywiste, że za chwilę wyłączy się system, aby nie doszło do przegrzania.

Domyślasz się zapewne, że zdarzenie miało miejsce w weekend, gdy na pomoc z zewnątrz nie ma co liczyć.

Miałem wybór: albo zadręczać się swoim pechem komputerowym, albo poszukać rozwiązania. Jak widzisz na zdjęciach, wybrałem to drugie.

Metodycznie przystąpiłem do rozkręcania laptopa, aby dostać się do zepsutego wentylatora chłodzącego procesor. Siedział głęboko na płycie głównej.

laptop-3W końcu go jednak dopadłem. To jest widoczne czarne „koło” usytuowane lekko w prawo skos od środka zdjęcia. Pod nim znajduje się jasna osłona.

Niestety, nie miałem zapasowego wentylatora, ani nie można go było kupić w niedzielne popołudnie, bo giełda komputerowa była już zamknięta. Nie ma zresztą pewności, czy bym go dostał.

Zrobiłem, co w tej sytuacji mogłem: kilka razy natrysnąłem sprężonym powietrzem i preparatem smarującym K2 007 zatarte łożysko. Po kilku minutach wiatraczek wentylatora zaczął się obracać po dmuchnięciu na niego. Pełny sukces!

Ponieważ jeszcze nie weszła w życie ustawa o zakazie handlu w niedzielę, kupiłem w supermarkecie tubkę pasty termoprzewodzącej. Dzięki temu usprawniłem też odbiór ciepła z procesora, bo miałem czym posmarować płytkę wymiennika ciepła. Dodatkowo usunąłem kurz i kłaki zanieczyszczeń z radiatora.

laptop-4Całość elementów udało mi się skręcić ponownie. Owszem, finalnie zabrakło czterech wkrętów.

Widocznie pomyliłem się i wkręciłem je tam, gdzie nie trzeba. Mimo to – jak widać na załączonym obrazku – laptop bardzo dobrze działa. Gdy się dobrze przyjrzysz, na ekranie dostrzeżesz zdjęcie znajdujące się kilka akapitów powyżej (sic!).

Możesz się dziwić, czemu w to sylwestrowe popołudnie zajmuję się opisem przypadku z laptopem. Ano właśnie dlatego, że jest to doskonały moment, aby uzmysłowić sobie, że podobną ingerencję warto zrobić w naszym życiu, jeśli nie spełnia ono Twoich oczekiwań.

Wszak jak w przypadku laptopa jeden mały element może zakłócać pracę całego urządzenia, tak podobnie jakiś zły nawyk lub niewłaściwe cele mogą ograniczać wykorzystanie Twojego potencjału. Tymczasem niewielka zmiana bądź usprawnienie dotychczasowej strategii działania może w konsekwencji doprowadzić do oczekiwanych rezultatów.

Nie wiem jak Ty, ale ja zdecydowałem się większą wagę przyłożyć do kwestii finansowych w swoich działaniach biznesowych na nadchodzący rok. Idee ideami, a do realizacji dalekosiężnych planów potrzebne są odpowiednie środki finansowe. Chcę, aby Nowy Rok 2017 okazał się pod tym względem wyjątkowo pomyślny. Czego Tobie i sobie życzę.

Pozdrawiam noworocznie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Cena uczciwości

Drogi Czytelniku,
zawsze bardzo ceniłem uczciwość. Przez to nieraz nawet mnie oszukano. Cóż, człowiek mierzy innych swoją miarką, a nie wszyscy są tego godni. Mimo to nie zmieniłem swoich przekonań, a niedawny przypadek z PLAY mnie w nich utwierdził.

Zapewne wiesz, czym jest karta SIM. Może nawet osobiście wkładałeś coś takiego do telefonu komórkowego bądź smartfona. Dla przypomnienia, na przedstawionej fotografii jest to ten mały prostokątny element po prawej stronie na dole z napisem PLAY.

Karta SIM
Karta SIM

Dowiedziałem się, że obecnie karty SIM mogą pomieścić nie 250 a 500 numerów. Napisałem więc Zgłoszenie na platformie Play24. Szybko dostałem informację, że mam się zgłosić do salonu PLAY i dostanę nową kartę SIM do mojego ulubionego telefonu Nokia 6310i.

Odstałem swoje w warszawskim centrum handlowym ARKADIA i rzeczywiście zdobyłem taką kartę bezpłatnie. Wsadzam ją w domu do telefonu, a tam komunikat, że ma tylko 250 numerów.

Zawiodłem się srodze i napisałem do PLAY, jaka wynikła sytuacja. Pani Joanna rozpatrująca skargę bardzo się przejęła moim przypadkiem. Dała mi nawet bonifikatę 20 zł przez 3 miesiące, czyli w sumie 60 zł. Oczywiście do tego dochodziła wymiana karty na właściwą 500-numerową.

Uzgodniłem z salonem PLAY w Auchan Łomianki, że mają taką kartę. Pojechałem po nią na pewniaka. Wkładam do telefonu… i jakież moje zdziwienie – jest tylko widać 250 numerów. Wtedy do mnie dotarło, że to nie wina PLAY, tylko mojego ulubionego telefonu Nokia 6310i. Sprawdziłem w serwisie GSM. Nowa karta SIM była na 500 numerów. Poczułem się nieszczególnie.

Znowu piszę Zgłoszenie do PLAY, jak sprawy się mają, przepraszam za zamieszanie i rezygnuję z przyznanej bonifikaty, bo to była ewidentnie moja wina.

Jakież było moje zdziwienie, gdy otrzymałem od pana Przemysława z działu Obsługa Klienta Play taką odpowiedź: „W związku z uczciwością z Pana strony nie odłączę Panu rabatu przyznanego przez konsultantkę„.

Jeśli kiedykolwiek zawahasz się, czy warto być uczciwym, wspomnij ten mój przypadek. Doskonale ukazuje on, że uczciwość popłaca. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że cena uczciwości jest nie do przecenienia.

Pozdrawiam radośnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

 

Dziesięć lat różnicy

Drogi Czytelniku,
możliwe, że Ty też spotykasz się z zarzutem, iż praca nad własnym rozwojem osobistym to strata czasu. Lepiej posiąść „twarde umiejętności” niż babrać się w „emocjonalnych drobnostkach”. No cóż, trudno komuś zabronić jego własnej opinii. W wyniku niewiedzy ma on ją taką, a nie inną.

Ja z kolei będę bronił stanowiska, że we współczesnym świecie osoby mające niski poziom inteligencji emocjonalnej mają bardzo małe szanse na odniesienie długofalowego sukcesu.

Owszem, doraźnie mogą nawet mieć spektakularne osiągnięcia. Jeśli doszli do jakichś stanowisk, mogą sobie pozwolić – jak im się błędnie wydaje – traktować podwładnych jak śmieci. To wszystko jednak do czasu, bo coraz bardziej stajemy się gospodarką opartą na wiedzy, a nie na chamstwie. W końcu sprawa się rypnie. Jeśli nie w firmie, to w życiu osobistym lub rodzinnym.

Z przykrością słucham wywodów ojców lub matek, zapracowanych w pogoni za tytułami i karierą, że robią to dla swoich dzieci. Wbrew pozorom to wymówka jak każda inna, gdy brakuje nam umiaru w tym, co robimy. Twoje dziecko nie potrzebuje pieniędzy – przynajmniej do pewnego wieku. Ono potrzebuje Twojego czasu.

Będzie o wiele rozsądniej, gdy na to, co robisz w życiu zawodowym, popatrzysz oczami dziecka. Jestem bardzo mocno przekonany, że to będzie inny widok niż Twoich oczu. Może jednak warto zacząć pracować nad własnym rozwojem osobistym, aby lepiej rozumieć, co się w życiu liczy i jak rozwiązywać związane z nim wyzwania?

logo-nl-1Dziesięć lat temu byłem za kadencji 2005-2006 po raz pierwszy prezesem Stowarzyszenia Nasze Łomianki. Jestem nim ponownie w obecnej kadencji 2015-2016. Te dziesięć lat różnicy w moim życiu stanowi istotną zmianę. Gdybym od kilku lat nie pracował nad poprawą swojej inteligencji emocjonalnej, pewnie poniósłbym sromotna klęskę w kierowaniu pracami naszej organizacji.

Niby wszyscy dobrze się znamy i jesteśmy przyjaciółmi. Jednak postarzeliśmy się właśnie o te dziesięć lat. A z wiekiem wychodzą coraz jaskrawiej nasze różne przywary, różnice polityczne, zadawnione konflikty i inne ludzkie słabości.

Wiem, ile zawdzięczam przeczytanym książkom, słuchaniu nagrań edukacyjnych w samochodzie, różnym szkoleniom i rozmowom z ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia. Bez tej wiedzy byłbym całkowicie bezradny jako prezes Stowarzyszenia.

Może i Ty piastujesz funkcję, gdzie bez rozwoju osobistego ani rusz?

Pozdrawiam edukacyjnie,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl

Za darmo

Drogi Czytelniku,
może miałeś w swoim ręku książkę Chrisa Andersona pod dość frapującym – z punktu widzenia biznesowego – tytułem Za darmo? Zapoznałem się z nią jakieś cztery lata temu, a więc wkrótce po jej polskim wydaniu w 2011 r.

okladka-za-darmo-1Wtedy było mi trudno pogodzić się z tą tezą. Jak zapewne wiesz, każdy z nas odczuwa o wiele bardziej stratę czegoś teraz niż zyskanie nawet dużo więcej, lecz w przyszłości. Z tego powodu tyle różnych okazji mija nam koło nosa. Bojąc się, że stracimy to, co już mamy, odrzucamy odruchowo, bez zastanowienia nadarzającą się szansę na coś nowego w naszym życiu.

Nie oceniam, czy to dobrze, czy też źle. Zauważam tylko, że tak właśnie jest. Co więcej, też podlegam tego typu emocjom. Z tego powodu wiele okazji zaprzepaściłem bezpowrotnie.

Mimo to zdecydowałem sprawdzić, jak to jest w praktyce z tym za darmo. Takim poligonem doświadczalnym były spotkania z Czytelnikami mojej książki Przywilej wyboru. Było wiele przypadków, gdy przyjeżdżałem do biblioteki lub szkoły bez gratyfikacji finansowych, bo dana placówka była mocno „pod kreską”. Jak to w kulturze i edukacji bywa.

Owszem „znafcy” wyśmiewali się z takiego podejścia do biznesu. Niemniej jednak było wiele instytucji, które mi zapłaciły na przyjazd. Zawsze też okazywało się, że ktoś chciał mieć moją książkę na własność z autografem, więc bilans się domykał.

I oto doszedłem do kolejnego poziomu za darmo. Zdecydowałem się opublikować w Internecie elektroniczną, darmową wersję książki Przywilej wyboru w postaci pliku pdf. Do tej pory na mojej firmowej witrynie były dostępne jej fragmenty, w tym dwa pierwsze rozdziały. Teraz możesz mieć całość, czyli 416 stron.

Do tej decyzji dojrzewałem przez ostatnie tygodnie, gdy ponownie w tym roku zajrzałem do książki Za darmo. Znowu borykałem się z emocjami. A nuż książka trafi np. na portal chomikuj.pl i ktoś będzie czerpał nienależne korzyści.

Z drugiej strony, mam wiele sygnałów, jak moja książka korzystnie wpłynęła na życie wiele osób. Z pewnością pomoże ona również dalszym Czytelnikom. Dlaczego nie mielibyśmy wspólnie zwiększyć szybkości rozprzestrzenienia się informacji o niej? Ufam, że znajdą się też tacy, którzy przy okazji kupią papierową wersję książki komuś na prezent lub dla siebie, żeby zaznaczyć sobie ważne kwestie.

Nie ukrywam, że tym przypadku liczę na Ciebie. Może już przeczytałeś książkę Przywilej wyboru? A może dopiero przed Tobą ta lektura? Możesz iść po nią do księgarni, biblioteki lub otrzymać książkę w postaci pliku pdf. Jeśli uznasz, że jej treść jest wartościowa, skieruj swoich znajomych, przyjaciół lub bliskich na formularz znajdujący się w zakładce „Darmowy PDF„. Niech oni też skorzystają.

Proszę, pomóż mi dotrzeć do nowych rzesz Czytelników.

Dziś pozdrawiam darmowo,
Jerzy
www.poznajswojetalenty.pl
www.jekos.pl